Czarny i Siwy Boruta

Było dwóch Borutów; Czarny i Siwy. Czarny był" jako diabeł, a ten jako człowiek. Ludzie go nazywali Siwym Boruta, bo chodził w czapie z siwym obramowaniem,, On to zbarował Czarnego. Był tak silny, że jak podparł się, to chatę drewnianą podniósł do góry, bo dawniej chaty były budowane na czopy i końce sterczały na. zewnątrz.

Pewnego razu Siwy Boruta przyszedł do zamku łęczyckiego po złoto do tego Czarnego, a ten Czarny zamienił się w sowę, nic się nie ruszał, oczy wybałuszył i tylko patrzał i patrzał, a ten Siwy brał złoto w kieszenie, w nogawice, a nawet w gębę.

Jak wychodził, ten Czarny popchnął drzwi żelazne i obciął mu piętę i ten Siwy Boruta umarł, bo krew mu uszła.

op. Jan Czekalski l. 65
wieś Witaszewiczki rok 1955

więcej

O lochu z Łęczycy do Tumu

Słyszałem, że w dużej piwnicy w zamku łęczyckim zaraz na prawo były żelazne drzwi i był korytarz. Tym korytarzem chłopcy chodzili. Loch prowadził do Tumu i za wielkim ołtarzem był wylot, a pod bocznym wejściem do kościoła w Tumie było zejście do lochu.

W tym lochu w Łęczycy beczki ze złotem stały i stoją i Boruta nikomu do nich przystępu nie daje.

op. Stanisław Cyrek l. 45
wieś Kozikówka rok 1959

więcej

Boruta na weselu

Dziedzic wyprawiał zabawę we dworze, bo jego siestrzanka się żeniła. Wszedł tamuj Boruta. Tak był ubrany jak jenerał. Złoty płaszcz na nim był i złota pochwa i czaszka. Jak usiadł, to miał wąsy ogromne; co założył za uszy, to mu się dryndaty. I dziedzic go się zapytał:

— Skąd pan jezdeś? Ja cię nie prosiłem.

— Ja jezdem rycerz zagraniczny. Ja się chcę tu pobawić.

A goście drudzy do dziedzica:

— Niech pan tak nie urąga. Niech się pobawi. Przy daniu pierwszym swach, co wielki figmas był, mówił:

Mili przyjaciele
Idę do was śmiele
Nie kolasą, nie wozym,
Lecz darem Bożym.
Abyście jedli, pożywali
Po kiesyniach nie chowali.
Pomodlijcie się przed świętym
Jakubem Bierzta łyżki z czubem,
A tylko się nie oglądejcie
Od złego ducha przeżegnejcie.
Mię Ojca, Syna, Ducha świętego
            Amyn.

Żeby się każdy wyjodł
Zęby miot brzuch jak kamiń.
Niech będzie pochwaluny Jezus Chrystus,

A [goście] odpowiedzieli:
        Na wieki wieków Amyn.

Dopiero zachodzili i jedli. A siodeł było dużo. A Bo-ruta nie przeżegnał się. Jak usiadł do stołu, to dziesięć talerzy wyrobu zjadł i dziesięć flaszek wódki wypił i stojała czterdziestolitrowa beczka wina, to założył się, że wypije. Oparł ją na stole i wypił, A dziedzic:

— Co ja gościom dom, nie mom wina.

Wyjął [Boruta] dwa razy garścią złoto i mówi:

— Mosz, Za to pięć beczek przyniesiesz, Jak [Boruta] poszedł do tańca, podłoga się rwała, taki ciężki był. A najwięcej tańczył z siestrzanką dziedzica.

A potem pyta:

— Kto wyńdzie na pojedynek harować się?

A polski oficer był, zmiarkował wszystko i powiedział:

— To nie człowiek, ja wyńdę, Wzion święconej wody flaszeczkę i jak się mieli za bary wziąć, pokropił i diabeł nie miał nijakiej siły. Dwa pazury uciął mu szablą oficer i [Boruta] uciekł poparzony święconą wodą do zamku w Łęczycy a goście się zadziwiali.

op. Andrzej Zając l, 82
wieś Witaszewiczki rok 1952

więcej

O laskach na diabła z sakłaku

Chłopy u nas, to laski mieli z sakłaku, to jest z drzewa, które rośnie w olszynach na torfowiskach łęczyckich. Kora na tym drzewie podobna do wiśni, gałązki na krzyż rosną. A ponieważ na krzyż, więc na odliw złego i jak się z nim zmierzysz, to mówisz: „raz, raz, raz", bo jak powiesz; „raz, dwa, trzy", to trzy diabły przylecą. Drzewo ma jagody, kwitnie biało tak jak dziki bez.

op. Ignacy Kamiński l, 72
wieś Oraczew rok 1955

więcej

O laskach na diabła z jałowca i brzozy

O LASKACH NA DIABŁA Z JAŁOWCA l BRZOZY

Jałowiec na laski sposobny, bo można wykręcić. Jałowiec włoży się w wodę wrzącą, robi się jarzemko, a potem po zgięciu bierze się sznura i tak zastygnie. Dawni się ubiegali za takimi laseczkami, poświęcali i tym gonili zło i rzucali pod nogi, to zło już wtedy nie prze-stępowało. Z brzozy też są laski dobre.

op, Stanisław Kaleta l. 53
wieś Marynki rok 1955

więcej

Noworoczna sesja w Ratuszu

W Ratuszu Miejskim w Łęczycy odbyła się noworoczna sesja Rady Miasta. W sesji, na zaproszenie Krzysztofa Lipińskiego, Burmistrza Łęczycy i Krzysztofa Urbańskiego, Przewodniczącego Rady Miasta, wzięli udział przedstawiciele władz miejskich i samorządowych, prezesi i dyrektorzy łęczyckich firm, szkół i przedszkoli, a także członkowie stowarzyszeń i organizacji społecznych działających na terenie miasta.

Nie mogło również zabraknąć księdza dziekana Zbigniewa Łuczaka, który podobnie jak Burmistrz i Przewodniczący Rady Miasta składał zebranym noworoczne życzenia.

Uroczystą sesje poprzedził występ chóru "Soli Deo" działającego w kościele św. Andrzeja.

Noworoczne życzenia składali (na zdjęciu od lewej) Krzysztof Lipiński Burmistrz Łęczycy, Krzysztof Urbański Przewodniczący Rady Miasta i ksiądz Dziekan Zbigniew Łuczak.

więcej

Jak Skarbek barował się z Borutą

Konstanty Skarbek, co jego córka jest za Piotrowskim Stefanem, to był wielki siłacz. W dwie ręce brał dwóch chłopów, co mieli po osiemdziesiąt kilo i podnosił do góry. Nikt mu nie mógł dać rady.

To było w czasie ostatków. Pod wieczór Skarbek i jego pięciu kolegów wracało z Łęczycy do Tumu, Wszyscy sobie dobrze podpili. Dochodzą do Kwiatkówka, za ten kanał, co bez łąki idzie, a tu trzy ostre duże psy, co ich dziedziczka Kwiatkowska miała, ogon podtuliły i uciekają, a idzie mężczyzna. Popchnął Skarbka, mało nie wpadł w wodę. Zaczęli sobie strasznie wymyślać. A ten mężczyzna to był Boruta i już Skarbek dwa razy go zbarował.

Skarbek, co sztabę żelaza kręcił na szyi, chwycił Borutę i się harowali, a koledzy nie mieli dostępu, Wreszcie Konstanty pokonał Borutę, który runął w wodę, a woda to do góry leciała i leciała i aż para buchała, tak się gotowała.

op. Stanisław Kaleta l, 55
wieś Marynki rok 1957

więcej

Panna tańczy na dachu zamku


Na dachu środkowego budynku na zamku w Łęczycy rosła grusza, brzezina, drzewo pieprzowe i bez.

W nocy koło jedenastej na dachu ukazywała się panienka ubrana na biało i tańczyła w świetle księżyca i nikt nie wiedział, kto ona jest.

Wszyscy się bali i mówili, że tę panienkę porwał kiedyś Boruta i więzi w podziemiach zamku.

op. Katarzyna Kamińska l. 83
wieś Dzierzbiętów rok 1956

więcej

Czemu nie ruszają podziemi

Zamek w Łęczycy podmurowali, a diabła nie ruszyli, Niech śpi — mówią — nie wolno. Nie ruszyli podziemi. bo wtedy wielki zamęt by był.

op. Andrzej Zając, l. 83
wieś Witaszewiczki rok 1953

więcej

Jak Boruta służył u bernardynów za parobka

Boruta dawno przestał być zwyczajnym diabłem. Wśród ludzi się obracał i obraca, może i teraz co broi, a myślą, że to chłop, rzemieślnik albo i ktoś na urzędzie.

Dawno już, ale i nie tak dawno, może za saskich czasów, Boruta przystał na parobka do bernardynów w Łęczycy, No, dobrze, spodobał im się, bo co jaka robota, to mu się w rękach pali, zrobione nie wiadomo kiedy i jak, a już gotowe. Miał pojechać bernardyn-kwestarz po dworach w same żniwa. Pojechali maleńką bryczuszką. Ten nowy parobek, a był to Boruta, powoził. Zajechali na pole. Ludzie na pańskim pracują, snopki wiążą i w mendle stawiają. Ale to ponoć pszenicę sprzątali, bo sterta już jedna na polu była, widać żyta. Bernardyn Pana Boga przed dziedzicem pochwalił i o jałmużnę prosi. A ten szlachcic pyszny by,. roześmiał się i powiada; — Dam, dam, czemu by nie, O tę całą stertę dam, jeżeli ojciec ją na wóz drabiniasty włoży i w buhaja, co się na łąkach pasie, zawiezie.

Bernardyn nie wie, co począć, tylko się uśmiecha, a tu mu parobek mówi; — Dopraszam się łaski dobrodzieja, ja tę stertę na wóz nałożę, buhaja zaprzęgnę i do klasztoru zawiozę.

„Głupi, czy co" — pomyślał ojciec bernardyn, ale mówi; —Ano, spróbuj.

I co się dzieje. Boruta wóz drabiniasty pod stertę przyciągnął, ludzi zwołał, drągami ją podparł, przechylił i na wóz zwalił. Potem jarzmo na woły od jednego sprzężaju zabrał, buhaja w nie przystroił, do wozu zaciągnął i dalej — zaprzęgać. Pobrał tam, co było potrzeba; ludzie dawali, bo się zlecieli patrzeć, co będzie, Boruta z bata strzelił i jedzie. Buhaj środkiem drogi prosto cały wóz ciągnie, I tak do klasztoru wszystko przywiózł. Dziwu było, ale i strachu, Ojcowie i braciszkowie zmówili się, że to tego parobka trzeba odprawić, ale jak, kiedy pracowity i posłuszny.

Ano, kazali mu studnię kopać, i w takim miejscu, gdzie woda głęboko była, nie płytko. Jak się już wkopał na łokci z pięćdziesiąt, naznosili kamieni dokoła tej dziury, zeszli się wszyscy i te kamienie wszystkie na raz zepchnęli. A tu kamienie w górę lecą z powrotem, że ledwo bernardyni pouciekali, a Boruta z dołu gniewnie woła; — Kto mi tam w oczy piaskiem prószy?

To widzieli, że mu nie dadzą rady.

Ale i Boruta nie chciał u nich służyć. Posłali go do lasu po drzewo. Przywiózł, na szczapy długie, na polana rozrąbał i po kątach w korytarzach i pod oknami i przy drzwiach, po całym klasztorze porozstawiał, A było właśnie święto jakieś i zjazd szlachty. W klasztorze radzili. Szlachta za karabele, a bernardyni za polana chwycili. Szlachta między sobą się rąbali, a bernardyni między sobą drewnem dyskurs zaczęli. I biedy było od tego wiele. A jak oprzytomnieli, parobka już nie było. A przecież służył im, tylko nie wiedzieli, jak z nim postępować.

op. Tekla z Kraśkiewiczów Złotowska
Łęczyca rok 1907

więcej

Ślady pazurów Boruty są coraz niżej

Boruta chciał kościół w Tumie rozwalić, ale nie mógł. Mój ojciec mówił, że ta ręka Boruty w kamieniu na wieży to była tak wysoko, że wielgi chłop nie mógł dostać, a tera ta ręka diabelska się opuszcza ciągle, bo kościół stoi tak jak stał i nie usuwa się w ziemię, a ślady diabelskich pazurów są nisko.

op. Michał Gabiński l, 76
wieś Chrząstówek role 1959

więcej

Czemu Boruta chciał kościół w tumie przewrócić

Boruta się zakochał w zwykłej dziewczynie. Budowali kościół, a dziewczyna mu świciała, jak mogła, że budują karczmę i Boruta znosił kamienie. Jak się dowiedział, że to nie karczma będzie, a kościół, to chciał go przewrócić i ślady jego pazurów wyciśnięte w kamieniu są na wieży do dziś.

op. Andrzej Góra l, 81
wieś Tum rok 1956

więcej

O młodej, co wzięła z diabłem ślub

To już nie przez moje oczy, ale przez oczy mojego kochanego tatusia, który już nie żyje.

Działo się w Górze św. Małgorzaty w domu N. Byt wtedy ten ksiądz, co był przed Sochańskim.

Podczas konduktu weselnego młoda wychodząc za N. powiedziała tak: - Tatusiu, wolała jabym z diabłem wziąć ślub, niźli tego narzeczonego widzieć. - Ona była urodziwa, on też był sposobny, ale nie pasowali do siebie. No i wzięła z diabłem ślub, choć obok klęczał jej narzeczony.

Gdy była jedenasta, a może wpół do dwunastej, podjechano i chciano rodzinę młodej wziąć do nowego domu, ale ludzie byli spłoszeni i nie chcieli, bo zmiarkowali, z kim wzięła ślub, więc nie pojechali.

Gdy ta młodego rodzina zapytała, gdzie młoda, to nie wiedzieli, gdzie ona jest. No, dobrze. Młody jest, ale skrzywiony, nie widzi swojej małżonki. Później to młoda chciała popękać. Boruta ją mordował, włosy wykręcał we wszystkie strony. Ona krzyczała, a nikogo nie było widać, a wszyscy wiedzieli kto to. Pokręciło ją i chodziła po doktorach i nic nie pomogło i starania na próżno.

op. Stanisław Kaleta l, 55
wieś Marynki rok 1957

więcej

Boruta ratuje króla

Król jechał do Łęczycy, I koło Orszewic kareta w cztery konie zapadła się na błotach, bo król nie wiedział, że nie ma tam przejazdu i drogi do Łęczycy, Zaczęli szukać ludzi, żeby wóz i konie wyciągnęli, A była już noc. Przy trytwie, co przechodzi z Orszewic do Kuchar, mieszkał silny chłop, nazywał się Boruta. Na trytwie to kamienie ze wszystkich stron i tą trytwą owce i bydło pędzili. Boruta wziął linkę i króla z wozem i końmi sam w nocy z błota wyciągnął. Król wtedy wziął Borutę do swojej karety, zawiózł do zamku do Łęczycy i powiedział; — Po mojej śmierci będziesz tu władcą.

op, Franciszek Nawrotek l. 75
wieś Tum rok 1950

więcej

Jak chłop ratował Borutę

Chłop upił się i szedł bez błota pijany. Jakiś owad, może sowa albo inny nocny ptak krzyknął:

- Hę, hę, hę...

A ten chłop:

- A ty psie - bo myślał, że z niego się śmieje.

Ale jak drugi raz usłyszał, to pomyślał, że to diabeł się topi i że trzeba go ratować, a chłop dobre serce miał, jak się upił. Po trochu, po trochu do naga się rozebrał. bo krzyk słyszał coraz dalej i szedł coraz głębiej, bo Boruta wciągał. Jak spostrzegł się, że tonie, to strach go obleciał, przeżegnał się, jakoś się wygramolił, ale w nocy nie mógł niczego z ubrania poznajdować, bo ciemno.

Cały umazany błotem dowlókł się do wsi i puka, puka. Nie chcieli mu otworzyć, bo myśleli, że diabeł. Kazali mu pacierz mówić, ledwo go poznali.
Rano cała rodzina poszła szukać ubrania, ale wszystko gdzie indziej było, i koszula i buty i portki. Żyje jeszcze ten chłop. Znam go. Nazywa się N...

op. Ignacy Kamiński l, 70
wieś Oraczew rok 1953.

więcej

poprzednia 1 2 3   ...   478 479 480   ...   486 487 488 następna wszystkich aktualności: 7318

Przedział czasowy